Nastał przepiękny, słoneczny dzień. Promienie wschodzącego słońca odbijały
się od okien domów. To właśnie dziś młody Michael miał udać się na ulicę
Pokątną, aby po raz pierwszy wyposażyć się w szkolne szaty, książki i różdżkę.
Wszystko szło zgodnie z planem...
Lecz ni stąd, ni zowąd przez otwarte
okno wleciała zjawiskowa, srebrzysta sowa. Agathe czym prędzej odczepiła list
przywiązany do nóżki sowy i z nieciekawą miną, odczytała jego skromną zawartość.
Michael zaniepokojony reakcją mamy na skrawek pergaminu zapytał :
-Mamo, czy coś się stało?
Po chwili namysłu czarodziejka odpowiedziała:
-Niestety synku nici z naszych planów. Dostałam pilną sowę z Ministerstwa i muszę
się w nim jak najszybciej pojawić.
-Ale mamo! Obiecałaś mi, że dzisiaj udamy się na ulicę Pokątną i kupimy
potrzebne mi rzeczy! Później już nie będzie kiedy! - Powiedział niespokojny
Michael.
-Wiem, że później nie będziemy mieli czasu… Mam pomysł! Może pojedziesz z
dziadkiem Harrym? - Zapytała z nadzieją, że jej pociesze spodoba się ten
pomysł.
-Mhmmmm... Czemu nie? Ja uwielbiam dziadka Harrego! - Odpowiedział z
entuzjazmem.
-Dobrze, więc wyślę mu sowę. Szykuj się.
-Pamiętam, jakby to było wczoraj... mój pierwszy raz na tej ulicy z
Hagridem. Nie wiem, czy wiesz, ale to tutaj poznałem pierwszych w moim życiu
czarodziejów.. Nie mogę uwierzyć, że minęło już tyle lat... Prawie nic się nie
zmieniło. Ah.... te stare, dobre czasy. - Harremu aż łza zakręciła się w oku.
-Za Twoich czasów na pewno nie było tego! - Powiedział Michael pokazując
palcem na złoty szyld z napisem : Vanders – wygoda i elegancja w drewnianej
postaci .
-Za moich czasów był Ollivander. Najlepszy
wytwórca różdżek, jakiego do tej pory poznałem.
-Słyszałem o nim. I też chciałbym mieć różdżkę od niego.
-Na pewno znajdziemy dla Ciebie równie dobrą różdżkę, co moją.
Weszli do starego budynku na rogu ulicy- Księgarni. Harry spodziewał się, że
będzie tłoczno, lecz liczba osób będąca w tym miejscu przerosła jego
oczekiwania. Czarodzieje byli wszędzie!
-Oj wnuku.... - powiedział Harry do Michaela i dodał - To sobie tu
posiedzimy...
Michael zrobił niemrawą minę i poszedł w zupełnie inną część sklepu. Było
tam wiele, grubych ksiąg, których autorką była Hermiona Granger. Czarodziej
uśmiechnął się, ponieważ znał dobrze to nazwisko. Wiele razy dziadek opowiadał
mu o tej Pani, była istną encyklopedią i kochała się uczyć. Przypominała mu w
tej kwestii, jego tatę – Slavka, który godzinami potrafił odpowiadać na najprostsze
pytania, całkowicie zbaczając z tematu.
Godziny mijały, a kolejka minimalnie przesuwała się do przodu. Znudzony chłopak, po raz kolejny zaczął przechadzać się pomiędzy regałami. Niestety żaden tytuł nie przekonywał go, do przejrzenia zawartości książki. W końcu jednak zobaczył grupkę śmiejących i goniących się rówieśników.
Nie zastanawiając się długo, podszedł do dzieci. Niestety pech chciał, żeby jasno-brązowa czupryna, spotkała się z perskim dywanem, okalającym stare deski podłogi.
- Haha haha !
Każdy z malców wybuchnął śmiechem i uciekł przed goniącą ich postacią. Michael niezdarnie podniósł się z ziemi i dotknął opuszkami palców bolącego czoła. Nagle z grupki wyszedł jeden czarnoskóry młodzieniec, który zapytał się:
-Nic Ci się nie stało?
-Chyba nie, ale strasznie boli mnie czoło. - Odpowiedział Potter.
-Chodź, odejdźmy z dala od nich. - Wskazał na grupkę czarodziejów, którzy wciąż się śmiali.
Przeszli w zakurzony, ciemny narożnik, gdzie nikt ich nie mógł zobaczyć. Chwilę się na siebie popatrzyli, a później przemówił tajemniczy chłopiec:
-Jestem Erick Musso. A jak Ty masz na imię?
-Ja nazywam się Michael.... Michael Potter.
-Ten Potter? - zapytał zadziwiony chłopiec.
-Tak, ten.
Tę rozmowę przerwał Harry,wołając wnuka do siebie.
-Przepraszam Cię, ale muszę iść.
-Szkoda troszkę, ale ok. - Odpowiedział z smutną miną Erick.
Michael przebrnął czym prędzej przez całą księgarnię, aż wreszcie dotarł do swojego dziadka.
-Co pozostało na liście? -zapytał się Harry.
-Różdżka. - odpowiedział Michael
-A więc udamy się do tego sklepu co widzieliśmy go na początku Vanders czy jakoś tak.
Nie minęło pięć minut, a znaleźli się w środku, tego sklepu. Dookoła unosił się przepiękny aromat damskich perfum. Za ladą stała zjawiskowa kobieta.
-Dzień dobry - Powiedziała sprzedawczyni. - W czymś pomóc?
-Tak, szukamy nowej różdżki. - Powiedzieli jednocześnie obaj Potterowie.
-Mhmmm... - Ekspedienta chwilę się zastanowiła, po czym wyszła na zaplecze i wróciła z kawałkiem patyka. - Spróbuj tą.
Młodzieniec wziął w swoją dłoń czarodziejski przedmiot. Poczuł jakieś dziwne mrowienie, gdzieś w okolicach ramienia.
-Machnij nią.
Chłopak posłuchał. Poruszył ręką i z końcówki różdżki wyleciał mały płomień, który podpalił stół. Sprzedawczyni była przygotowana na taką sytuację i tylko skinęła placem, a ognień zniknął.
- Nic się nie stało. - mruknęła do dziadka chłopca, który już przygotowywał się do gaszenia.
Ekspedientka ponownie ruszyła na zaplecze, przerzucając kilka set pudełek w poszukiwaniu odpowiedniego przedmiotu. W końcu znalazła taki na jednej z działu " Zaawansowanych". Wręczyła go Michaelowi wcześniej nakazując ostrożność. Przyszły uczeń Hogwartu, po raz kolejny machnął przedmiotem. Tym razem jednak nic nie poczuł, jedyne co się stało to prawa ręka zaczęła go nieprzyjemnie piec. Położył przedmiot na blacie lady, czekając na dalsze instrukcje. Odwrócił się nie pewnie do dziadka.
- I co teraz ?
- Michael mamy dużo czasu, a pani ma całe zaplecze różdżek. Na pewno znajdziemy coś dla Ciebie.
- Obiecujesz ?
- Oczywiście.
Nim się spostrzegli minęły kolejne godziny, zatłoczona ulica opustoszała, a jasne słońce schowało się za horyzontem ustępując miejsca księżycowi. Drewniany stół, zasypany był pudełkami o różnych rozmiarach. Właścicielka sklepu wyłoniła się za drzwi, by zobaczyć że jej mały klient zasnął na ramieniu dziadka. Staruszek wpatrywał się z czułością w wnuka i głaskał go delikatnie po głowię.
- Na dziś skończymy.
- Rozumiem. Zapraszam Was jutro od samego rana ...
- Oczywiście. A czy jest możliwe że ... Michaelowi nie jest pisana żadna różdżka ?
- W praktyce jest to nie możliwe, ale w teorii ... Występuje coś takiego, lecz bardzo rzadko. Tak rzadko, że nie bierze się tego pod uwagę dopasowując różdżki.
- Nie rozumiem.
- Po co mamy różdżki panie Potter ? Po to, aby opanowywać magię. Na ziemi istniały tylko dwa - góra trzy, przypadki w których osoby rodziły się, z opanowaną już magią. Ale nie sądzę, aby pański wnuk - w połowie mugol, mógłby by być kimś takim. Bez obrazy oczywiście dla pana i jego rodziny, oczywiście.
- Dziękuję. Życzę dobrej nocy.
Michael wrócił wraz z dziadkiem do domu. Nie był on zadowolony z faktu, że nie miał różdżki, ale już nic nie mógł zrobić. Zawiedziony oddał się w objęcia Morfeusza.
Michael Potter
Przygody młodego Michaela Pottera. Wnuk Chłopca-Który-Przeżył rozpoczyna naukę w Hogwarcie.
Odtwarzacz muzyki
Prolog
Michael mieszkał w dużym domu z zielonym ogrodem na przedmieściach Londynu. Już od małego poznawał tajniki magii, ucząc się z podkradanych starszemu bratu książek w zaciszu swojego niewielkiego pokoju. Starał się rzucać zaklęcia różdżką swojego taty, lecz niestety to mu nie wychodziło. Michael nie poddawał się , bo wiedział, żeby osiągnąć taki poziom, jak jego dziadek należy dużo ćwiczyć. Swoją naukę miał rozpocząć już niedługo. Niebawem czekał go pierwszy rok w szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Był tym faktem mocno podekscytowany. Rozmyślając o tym, jakie przygody mogą go spotkać usłyszał aksamitny głos swojej mamy wołającej go na obiad. Zszedł czym prędzej na dół, a tam zastała go niespodzianka. Na mahoniowym stole, obok ulubionej przez Michaela pieczeni w sosie leżała koperta, z czerwoną pieczęcią. Młody czarodziej od razu zrozumiał, jak wielkie szczęście go spotkało. ponieważ widział już taką rzecz, gdy Ron, miał rozpocząć kolejny rok nauki w Hogwarcie. Był on w niebo wzięty. Jak najszybciej dobiegł do stołu nie zwracając na nic uwagi. W tamtej chwili liczyła się dla niego tylko ta koperta. Starannie i ostrożnie otworzył ją, Nie obchodziło go to, co tam pisze, gdyż znał całą treść tego listu na pamięć. Omal nie popłakał się z radości patrząc na poszczególne słowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)